POCZĄTKI
Od początku, kiedy Devon pojawił się w moim życiu, zachowywał się jak pan i władca: musiałem po nim
sprzątać w każdym kącie mieszkania, a on nie okazywał chociażby krzty szacunku.
Wręcz robił wszystko, żeby uprzykrzyć mi życie: radośnie zrzucał kwiatki z parapetów i niszczył meble. Nie wiem tylko czy to przez swoją niezdarność, czy też czystą złośliwość…
Do dnia dzisiejszego ma w zwyczaju
ignorowanie mnie godzinami. Jestem przyzwyczajony, że przychodzi najczęściej tylko
wtedy, kiedy czegoś ode mnie chce. Jego „udawana” niewdzięczność w stosunku do
mnie jest jego prymarną cechą. Taki już jest i nic nie mogę na to poradzić,
więc to po prostu akceptuję. „Udawana”, bo teraz już wiem, że tak naprawdę czuje
do mnie to samo przywiązanie co ja do niego.
Wczoraj siedziałem w salonie i
czytałem książkę. Devon zakradł się bezszelestnie jak cichy zabójca, żeby w
końcu wyskoczyć z ukrycia i wbić się pazurami w moją stopę. Zawyłem z bólu, gdy
ten dumnie oglądał swoją zdobycz. Dla niego szara skarpeta wyglądała jak
naczelny wróg, którego trzeba było szybko zgładzić. A może tylko udawał, że bierze
ją za mysz, żeby znów się ze mną droczyć? Nie wiem, ale to bolało, kiedy nagle
kilka małych spiczastych igieł przebiło się przez cienki materiał skarpety i na
ułamek sekundy utkwiło w mojej skórze. Kiedy zrozumiał, czym tak naprawdę jest
jego zdobycz, to tylko spojrzał na mnie obojętnie, zakręcił się wokół fotela,
po czym wrócił
na swój ulubiony leżak.
na swój ulubiony leżak.
Takie sytuacje mają w moim życiu
miejsce na porządku dziennym. Jestem hodowcą kotów, więc spędzam z nimi mnóstwo
czasu. Oprócz tego, że mam styczność z kotami w pracy, to na dodatek mam 2
futrzaki w domu – jednego już mniej więcej poznaliście, a na drugiego przyjdzie
jeszcze czas…







Komentarze
Prześlij komentarz