Błędne koło

https://bit.ly/2MdEuW9
Jacek Malczewski, "Błędne koło"

Mijają kolejne dni. Mój mózg zaczął się przyzwyczajać do związków chemicznych przepisanych przez psychiatrę. Moja świadomość otoczenia wraca do normy. Lekarz pozwolił mi pisać, bo uważa to za pewnego rodzaju formę artystyczną, narzędzie do wyrażania samego siebie, przetrawienia tego, co teraz dzieje się w moim życiu. No cóż, może ma rację, a może jej nie ma.
                Szpital psychiatryczny to niesamowite miejsce. Kiedy już pogodzisz się z tym, że jesteś tu gdzie jesteś, to jest znacznie łatwiej. Zaczynasz w miarę normalnie funkcjonować. Normalnie w znaczeniu: zgodnie z panującymi tu zasadami. Pobudka, śniadanie, leki, zajęcia artystyczne, czas wolny, obiad, leki, zajęcia edukacyjne, spotkanie z lekarzem prowadzącym, terapia grupowa, kolacja, leki, sen. Każdego dnia mniej więcej to samo. Jeśli wydaje Ci się to niesamowicie nudne lub straszne, to najprawdopodobniej zapominasz, że Twoje życie też tak wygląda. Wstajesz, jesz śniadanie, idziesz do pracy, po 8/9 godzinach wracasz; jak masz ochotę to z kimś rozmawiasz lub nie; jesz obiad, oglądasz/czytasz/śpiewasz/cokolwiek; potem kolacja i idziesz spać. I każdego kolejnego dnia to samo.  Jedyna różnica jest taka, że w szpitalach rytm dnia ustalony jest z góry, a pacjenci nie mają wiele do powiedzenia, więc pozostaje im tylko się dostosować. Natomiast Ty w miarę możliwości sam ustalasz swój grafik dnia, więc w teorii masz nad tym kontrolę…
                Już od dawna czułem się jak w klatce. Zanim jeszcze trafiłem do szpitala, który jest po prostu kolejną klatką. Chciałem się wyrwać z tego błędnego koła, chciałem coś zmienić, ale nigdy nie było czasu na podejmowanie decyzji, ani odwagi na zmiany. Teraz sobie obiecuję, że jak stąd wyjdę, to w końcu się uwolnię…

Komentarze

Popularne posty